F

A story of my life, literally

 
          Nigdy o tym nie pisałam i szczerze mówiąc nie czuję w sobie takiej potrzeby. Nie ciąży mi to na sercu, oh hell no. To była przełomowa decyzja i cieszę się, że stało się tak a nie inaczej. Ostatnio coś skłoniło mnie jednak do paru wyjaśnień, bo chyba nie wszyscy rozumieją dlaczego mam złe dni, miesiące (nie, to nie okres) i wiążą to właśnie z tym o czym mam zamiar się rozpisać. Ktoś pamięta, kiedy w jednym ze starszych postów wspominałam o osobie, o której nie chcę/nie mogę napisać?
          Ojciec (który nosi tylko taki tytuł, bo nie wiąże do niego żadnych uczuć poza nienawiścią) wyprowadził się do Szwecji w 2004 roku. Mogę tylko zgadywać co było tego celem, bo rodzice nie rozmawiają o problemach z ośmioletnim dzieckiem, prawda? Prawdopodobnie praca i pieniądze. Odwiedzał nas co jakiś czas, jednak nie pamiętam by były to miłe wizyty. Wiecie... niektóre osoby gdy napiją się alkoholu są rozrywkowi, uśmiech od ucha do ucha - jak takie słodkie niedźwiadki. Ojciec do takich nie należał, a przynajmniej nie był taki w domowym zakątku, gdzie nie musiał przy nikim zgrywać kochającego tatusia i męża. 
         Wciąż w głowie mam ich wieczorne kłótnie. Któregoś razu tak się bałam, że chciałam zadzwonić na policję, by tylko go zabrali. Byłam wtedy z bratem w pokoju - dzieci, mieliśmy iść spać, ale krzyki raczej nie są najlepszą kołysanką. Takie sytuacje miały miejsce za każdym razem kiedy przyjeżdżał, a z każdym rokiem zdarzało się to coraz rzadziej. Alkoholik jest na zawsze alkoholikiem i nie każdy przechodzi na stałą emeryturę. Możecie więc zrozumieć, że był (i jest) dla mnie kompletnie obcą osobą. 
          Kto jednak nie marzy o rodzinie jak z filmów? Naiwni byliśmy myśląc, że on może się zmienić, i że razem możemy coś stworzyć - oj nie. Przez te wszystkie lata jego mózg znikał i pojawiał się tam worek wypełniony piwem. Niestety, połknęliśmy przynętę i bodajże końcem maja 2012 roku wyjechaliśmy razem do Szwecji. Mama, będąc wcześniej na półrocznych zwiadach uznała, że to może się udać. Przez pierwsze miesiące chyba wszyscy mieliśmy te same klapki na oczach, ale czemu nie spróbować?
          Z bratem zaczęliśmy szkołę w sierpniu 2012 roku; ja rok przygotowawczy w liceum; brat wciąż w gimnazjum.  Moje życie szkolne raczej nigdy nie było ułożone na półce, tylko walało się gdzieś po kątach, ya know what I mean? Miałam koleżanki, z którymi spędzałam przerwy, do czasu gdy dostałam się na program informatyczny, gdzie wszystko się posypało. Nowa klasa, nowy start, nowi przyjaciele - ha! chyba w snach. Stare kontakty utkwiły w kurzu i tylko się oddalały, cholera wie gdzie. Mój entuzjazm zniknął bardzo szybko i było stresującym przebywanie w tej klasie. Nie chciałam chodzić do szkoły, bo czułam się samotna i odrzucona. W domu też sielanki nie było. Rok minął odkąd przyjechaliśmy, więc tzw. ojciec przestał się starać i znowu brał kąpiel w alkoholu. Nie chciałam jechać rano do szkoły i nie chciałam wracać do domu.
           Dacie wiarę, że raz zrobił awanturę o to, że nie mógł cebuli znaleźć? Mama wtedy rozmawiała przez telefon, a ja jak zawsze dotrzymywałam jej towarzystwa w kuchni, bo nikt nie chciał z nim być w salonie piętro niżej. Paskudny typ. Przeklinał i krzyczał bo nie chciało mu się zajrzeć do jednej z szafek, gdzie były trzymane warzywa, wtf?
           Wciąż pamiętam ten dzień, kiedy postawiłam krok na innej ścieżce. Z samego rana 'ojciec' wszarżował do mojego pokoju i stanowczym, podniesonym tonem oświadczył, że wszystkich nas wyśle spowrotem do Polski. Godzina była przed siódmą a ja nie miałam pierwszej lekcji, więc nawet budzik nie zadzwonił. Nie ma to jak awantura z samego rana. Miałam tego już kompletnie po uszy, a on mi chrzanił, że ktoś tam ma zamiar przyjechać i pogadać ze mną, więc nie mam nigdzie wychodzić. Myślicie, że posłuchałam tego pijaka? Specjalnie wsiadłam w autobus o ósmej i zaraz po przyjeździe do szkoły poszłam do psychologa. Niestety, nie było tego odpowiedzialnego za mój program, więc zwierzyłam się kobiecie, która miała pokój obok. Obiecała, że zaraz po jego powrocie opowie mu mniej więcej to o czym rozmawialiśmy i tym samym zaaranżował spotkanie tego samego dnia o godzinie 10. Miałam wtedy matmę, więc (thanks thxthx) mogłam sobie odpuścić. 
            Psycholog (nie mam zamiaru używać imienia i nazwiska, ale jestem mu bardzo wdzięczna), bardzo mi wtedy pomógł. Pamiętam, że zwierzając się bez przerwy płakałam. Nie dość, że był bardzo cierpliwy to jeszcze podał sprawę do socjalu. Nie pamiętam czy to oni, czy mój psycholog zaproponował rozwiązanie - zamieszkanie gdzieś indziej. Powiedziałam o tym mamie i zdawało się to dobrym pomysłem. Mieliśmy od razu spakować wszystkie nasze rzeczy. Okazało się to... jakby takim hotelem dla potrzebujących. Mielibyśmy osobne pokoje, wspólna stołówka dla wszystkich tam przebywających - zrezygnowaliśmy.
             Wydaje mi się jednak, że wtedy ojciec coś zaczął węszyć, bo kiedy wróciliśmy do domu po spotkaniu, zastaliśmy go wkurzonego na maksa. Zaczął wywalać moje rzeczy z pokoju (bo był na parterze, czyli tam gdzie on siedział i chlał całymi dniami). Zadzwoniłam na policję, ale oczywiście nie przyjechali a zamiast tego dostałam telefon od socjalu. Co byście zrobili idioci, gdyby wtedy komuś coś się stało, huh? Głupi telefon by w niczym nie pomógł!
          Zawsze się go bałam, ale po tym dostał chyba jakiejś paranoji. Za każdym razem nagrywał rozmowy i zgrywał ofiare przed innymi, a my byliśmy czarnymi charakterami. Żałuję, że to ja o tym nie pomyślałam. Miałabym dowód jakim potworem i manipulantem rzeczywiście jest. Wtedy nie widziałam go trzeźwego chyba z rok. Dotrwał ktoś dotąd?
           Mama i ja przenieśliśmy się do pokoju brata, by jeszcze bardziej ograniczyć z nim 'kontakt'. W cudzysłowiu, bo w sumie nigdy żadnego nie mieliśmy. Nigdy z nim nie rozmawiałam, nigdy nie mówiłam mu o moich planach na przyszłość, nigdy nie mówiłam mu o moich marzeniach, nigdy nie mówiłam mu o moich uczuciach, nigdy o niczym! On nic o mnie nie wie. To, że mieszkaliśmy w jednym domu nie oznacza, że mieliśmy ze sobą jakikolwiek kontakt! Kiedy już się do mnie odezwał to zawsze coś chciał, a był to rozkaz a nie prośba.
           Niedługo potem z dużą pomocą znaleźliśmy mieszkanie i pojechaliśmy je obejrzeć. Nigdy nie sądziłam, że się do tego posunie, ale śledził nas, tak. Pojechał za nami samochodem. Zaparkowaliśmy przy sklepie, który jest tuż obok tego domu i kiedy szliśmy w jego stronę mama zauważyła jego samochód z nim w środku. Ktoś chce się ze mną zamienić ojcem? Nie sądzę. Teraz to trochę skrócę, bo i tak dużo już o tym napisałam. Kiedy się wyprowadziliśmy jakoś wyszło na to, że  pozwolił nam zabrać stół z krzesłami i chyba mikrofalówkę. Mimo, że mieszkanie było umeblowane, to wzięliśmy je ze sobą. Dużym zaskoczeniem było, kiedy mama dostawała bodajże SMS od ojca z dokładnie tym o czym rozmawiali w salonie bądź kuchni (łączone dużymi rozsuwanymi drzwami, które w sumie zawsze są otwarte). Domyślacie się co to było? Podsłuch, bo jak inaczej to wyjaśnić?
            Moja nienawiść do niego nie jest bezpodstawna, w dodatku to nie wszystko co się stało. Opowieść mojego życia skończyłam na grudniu 2013 roku. Kiedyś pewnie opiszę co się działo w wakacje 2014 roku, ale na razie nie chcę o tym myśleć. Gratuluję i dziękuję tym, którzy poświęcili swój czas na przeczytanie mojego wypracowania.
          Nie lubię długich postów, bo nikt ich nigdy nie czyta, ale trudno. Wstawiam to dla siebie, dla mojego internetowego pamiętnika. Czy kiedyś spotkaliście takie pochrzanione osoby jak mój ojciec? Prawda serwowana na złotej tacy.

mój instagram

Może ci się spodobać:

19 COMMENTS

  1. Kochana bardzo dobrze , że o tym napisałaś... Zawsze lepiej wyrzucić te wszystkie złe emocje, by poczuć się lepiej... Bardzo przykro mi z powodu Twojego ojca... Tulę :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra piszę ten komentarz. Trochę czasu minęło zanim podjęłam tą decyzję bo niby i o czym mam napisać że mi smutno, przykro. Może tobie to pomoże jednak nikt nie wróci Ci tych lat, które zabrał ci ojciec. Mimo że mam kochających mnie rodziców też czasami nie mam z kim porozmawiać o problemach, planach, czasami nawet o dniu w szkole. Zwyklym dniu. Tak bardzo bym tego chciała. ...
    Nie rozumiem dlaczego niektórzy ludzie mają źle w swoim życiu. Jedni są chorzy, inni biedni, a jeszce inni maja nałogi z którymi nie potrafią walczyć. To jest takie niesprawiedliwe
    Nie no dobra juz zaczelam plakac. Nie moge pisac więcej. Myślę, ze jakos mnie zrozumiesz, w swój wlasny sposób.
    Nie wiem czy ja odważył abym się napisać taki post o sobie, o swojej niepełnosprawności, rodznie, problemach. Chyba nie
    Pozdrawiam serdecznie ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam do końca i hej dziewczyno, czuję jakbys pisała o mnie.
    Jesteśmy a może już byłyśmy w podobnej sytuacji. Czekam aż napiszesz kolejną notkę o wakacjach 2014, może i ta historia będzie podobna do mojej bo przyznam że mój ojciec za przeproszeniem spierdolił je do końca. Będę tu wpadać częściej, trzymaj sie.
    agness-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz odwagę, że napisałaś o czymś tak strasznym.. Współczuję Ci, chociaż to nic nie zmieni :(.
    Mam nadzieję, że nie poddasz się i, że będziesz silna mimo tego co cię spotkało. Musisz być silna dla mamy i brata!
    Niebieska Izolda

    OdpowiedzUsuń
  5. Podziwiam Twoją odwagę, aby napisać o tym... Bardzo Ci współczuję...
    http://paulan-official-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Mocne! Przeczytałam od deski do deski. Podziwiam Twoją odwagę, by tym napisać.

    OdpowiedzUsuń
  7. podziwiam cię za to, że napisałaś tak odwazny post...
    Pozdrawiam :)
    Mój Blog - klik!
    KONKURS FOTOGRAFICZNY- klik!

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękny post. Musiało Cię dużo kosztować żeby szczerze tak o tym wszystkim napisać.
    Pozdrawiam ;)

    ziiutablog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Podziwiam cię kochana,bardzo ci współczuje....
    fashion--twins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety spotkałam taką osobę w moim życiu...

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale cham -,- przepraszam! Ale... matko! Jak można być takim potworem dla kogokolwiek, a już szczególnie dla swojej rodziny? Nie ogarniam takich chorych ludzi :c ale naprawdę szkoda, że sami nie potrafią się zmienić...
    Podziwiam odwagę z jaką pisałaś ten post. Powodzenia! Ogólnie. W życiu i w spełnianiu marzeń, bo każdy je od czasu do czasu posiada :D
    Nie wiem czy mogę napisać, ale zainteresował mnie twój blog i... obserwuję.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiem co napisać
    Dobrze, że to z siebie wyrzuciłaś jeśli miałaś taka potrzebę. Mam dwie koleżanki które były poniekąd w podobnych sytuacjach. Jedna z nich obecnie buduje nowy dom i wreszcie będzie mogła mnie zaprosić. Tego typu rzeczy nie mieszczą mi się w głowie, bo jak można się tak zachowywać? Jednak niestety istnieją takie 'ewenementy'. Szkoda, że na takiego trafiłaś. Ściskam mocno i życzę więcej szczęścia, lepszych dni.

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajnie, ze napisałaś o tym swoim czytelników...
    Dobrze, ze ograniczasz z nimi kontakt współczuje :(
    3maj się :)
    http://life-patuu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Znam ten ból. No, może nie do końca, ty miałaś się gorzej. Ja z kolei mojego taty jako "taty" (bo z opowieści wiem, że kiedyś nim faktycznie był) nie pamiętam w ogóle bo zaczął pić jak byłam bardzo mała. Mieszkam w domu z dziadkami (teraz już tylko babcią), wujkiem, ciocią kuzynką. No i w sumie jak mój tata popił i dziadek go zobaczył to miał awanturę, a mój dziadek twardy był haha, a tata raczej z tych co rodziców szanują i się boją więc spokój był, głupot i awantur raczej nie robił. No inaczej też było, kiedy dziadek się nie kapnął o co chodzi. No np. moja mama zawsze była w pracy, a ja w przedszkolu. tata nawalony w domu, a ja sobie w przedszkolu mogłam na niego czekać. Ileż miałam lat, 4, 5? Nie pamiętam. Zawsze czekałam co najmniej o godzinę dłużej niż wszystkie dzieci. Przedszkole puste, a ja się zastanawiałam co złego zrobiłam, że "tatuś" nie przychodzi i czy w ogóle mnie chcą w domu. Kiedy przychodził byłam taka ucieszona.. ahh, że też dzieci we wszystkim widzą dobro. Dużo w psychice mi po ojcu zostało, bo teraz koleżanki się śmieją, że jestem "pedantką" i w ogóle wszystko muszę mieć najlepiej. Zawsze kiedy wracałam ze szkoły, po drodze do domu był taki dom a tam pies. No wiesz, taki w sumie "jaszczek" mały ale mała ja (może z 7 lat) zawsze się go bałam, bo był poza bramą. No i do domu przychodziłam z pół godziny później niż powinnam bo czekałam na jakieś koleżanki albo inne dzieci, żeby nie iść obok tego psa sama. No to później pasem po dupie bo jak żeby inaczej... oh kochana nie dwa czy trzy razy - tyle ile "tatusiowi" pasowało. Taki kochany był. A potem np. obiad i spróbowałabyś coś rozlać albo tylko kapnąć na stół.. krzyk jaka to marna jestem, za szmaty zza stołu, ciepnął mną do kuchni no i że mam za sobą posprzątać. Kropelkę herbaty... seriously? :D Na mamę nigdy nie krzyczał, mama na całe szczęście też jest twarda, nigdy sobie nie dawała i on dobrze wiedział. No mi w psychice teraz sprzątanie byle czego zostało, byłam sama, jak już pisałam mama zawsze w pracy więc nikt mnie raczej nie bronił. W sumie takich historii jak wy nie miałam, ale tatuś jak nie miał za co pić, a z kolejnej pracy wyleciał to brał np. obrączki i sprzedawał, pieniądze które mi mama odkładała na przyszłość/studia wypłacił i przepił.. w sumie zawsze się coś w domu znalazło żeby sprzedać. Haha, ale muszę przyznać że niezły był, bo potrafił swój telefon nawet w lombardzie zastawić :D
    A drugą część w osobnym komentarzu, bo mi napisało że mam za długi i nie mogę dodać O.o

    OdpowiedzUsuń
  15. Ok, zauważyłam że zaczynam się mega rozpisywać, więc pokrótce - potem w sumie zaczął odwalać najgorsze rzeczy kredyty brać i tak dalej. Komorniki przychodziły itp., dziadkowie i mama za niego płacili, to brał więcej i więcej no i potem się mama wkurzyła, zrobiła podzielność majątkową i wniosła o alimenty. Popłacili z dziadkami to, co zostało, a to co potem brał tata to już na niego, więc nikt się nie martwił. W sumie nie wiem co się takiego stało, ale im jestem starsza tym wszystko jest coraz lepiej. Najgorzej odwalał jak tak miałam 10-13 lat, potem coraz spokojniej. W sumie teraz to wygląda tak, że pracuje u takiej pani, która wszystko dobrze wie, i daje pieniądze nie jemu, a babci bądź mamie, bo dziadek niestety umarł, no i najpierw z wypłaty są brane alimenty, potem na rachunki, a reszta do niego. No i tak sobie pije weekendami, często w tygodniu jest nawet trzeźwy, choć czasem robi sobie "długie weekendy" :D No, ale ja z nim raczej nie rozmawiam, po prostu rano mu mówię dzień dobry (kiedyś nie powiedziałam i miałam awanturę xD ) i jak o coś pyta to odpowiadam, ale tak to po prostu się mijamy, zero kontaktu. W sumie to właśnie przez to jak mnie wychował, to teraz i mnie nie podręczy bo też się nie daję tylko kłócę no i w sumie mnie już się też nie czepia, więc od jakiś 2 lat nawet się z nim nie kłócę. A on ma też tą swoją kasę od kilku lat i nic nie sprzedaje, kredytów nie bierze, tylko sobie siedzi przez telewizją i pije :D Mama się z nim rozwodzić będzie dopiero jak będę w Norwegii i ją tam będę ściągać, no bo w sumie teraz nie ma takiej potrzeby. Mamy dom, spokój jest, mama się jakoś mega z tatą nigdy nie żarła więc w sumie po co. Oczywiście wiele tu pomijam, ale też wszystkim się dzielić nie będę. Po prostu wiem mniej więcej o co ci chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Aaa i jeszcze co do twojego komentarza u mnie xD Pędzle też musisz myć, czy używasz mało czy dużo podkładu, bo to w sumie chodzi o to, żeby było higienicznie i taki umyty pędzel też lepiej działa :)
    A co do tych wygięć to nie wiem, mi się jak na razie nic takiego nie zrobiło :)
    Zapraszam! www.zuzu-zuzannaxx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Szczerze mówiąc nigdsy nie przepadałam za postami w których ludzie opisują swoje rodzinne problemy ale Twoja historia wyjątkowa mnie zaciekawiła i przeczytałam post do samego końca. Mój "tata" jest tatą tylko i wyłącznie na papierku, nie mamy prawie wcale kontaktu i w sumie, też pił, policja dobrze znała nasze mieszkanie. Nie piszę tego by się nad sobą użalać, chcę tylko przekazać Ci, że nie jesteś jedyną osobą która ma jakieś problemu z tą przeciwną płcią dzięki której w jakiejś części znaleźliśmy się na tym świecie, mimo, że pewnie zdajesz sobie z tego sprawę :)

    W wolnej chwili zapraszam do siebie!
    http://the-fight-for-a-dream.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Łzy napłynęły mi do oczu.. ;/
    Też mam gorsze chwile i polecam, abyś założyła pamiętnik, gdzie możesz pisać o wszystkim co cię gnębi. ;/
    BLOG

    OdpowiedzUsuń
  19. Naprawdę dobrze, że napisałaś ten post.. i szczerze się przyznam, że się wczytałam. Nigdy nie wiem jak reagować na takie posty, bo zawsze mnie "szokują" i zdaję sobie sprawę, że nawet nie mam co porównywać do tego własnego życia :)
    http://www.olkiks.blogspot.com/ Zapraszam ♥

    OdpowiedzUsuń

~~~~~~~~~~~~~~~UWAGA
Moje posty wymagają więcej niż samego przeczytania.
Nie wiesz co napisać, nie piszesz. Nie wiesz o czym jest post, nie zgadujesz.
NIE CZYTASZ, NIE KOMENTUJESZ.