F

IMO | Swedes

      Mieszkam w Szwecji od prawie 4 lat i myślę, że jest to wystarczający czas, by wyrobić sobie małą opinię na temat otoczenia i ludzi. Nie będę generalizowała i chciałabym byś wziął/wzięła pod uwagę, że czarne owce zawsze kryją się w stadzie, więc nie mówię o każdej jednostce stacjonującej w Szwecji, okej? Omówię głównie sytuacje, które zdarzyły mi się na ulicach jak i w szkole. Jeśli chodzi o miejsca pracy, to nie mam żadnego doświadczenia i opinii, bo nie pracowałam. Swoje zdanie bazuje na moich przeżyciach i obserwacjach (które są tylko i wyłącznie pierwszą warstwą, bo nie wiem co siedzi wewnątrz ich umysłów!), więc jeśli ciekawi cię co wpoiłam sobie do głowy o szwedach, to czytaj. 
       Sporo czytam na innych blogach o drobnostkach, które mogą polepszyć dzień i pojawia się w nich między innymi uśmiech od osoby nieznajomej na ulicach. To prawda, czujesz się bardziej komfortowo spacerując wśród przyjaźnie nastawionych osobników, a że taki widok nie jest często spotykany, to także dodaje ci te 10 puntków do szczęścia. Cóż, tutaj w dziewiędziesięciu procentach przypadków tak jest. Nie raz spacerowałam sobie po lesie i spotkałam osobę, która się do mnie uśmiechnęła i - UWAGA! - powiedziała do mnie cześć.
      Raz spotkałam również starszą parę spacerującą z pieskami. Pan Dziadek szedł przodem i czekał na Panią Babcię, która próbowała przejść z pupilem przez dosyć głęboki rów, ponieważ się bał. Jako, że uwielbiam zwierzęta, to spytałam czy mogę pogłaskać. Oczywiście, że tak. Potem ruszyliśmy w swoją stronę, lecz gdy wracałam już do domu znów ich spotkałam. Szli po drugiej stronie ulicy. Pan Dziadek pomachał do mnie (zrobiłam oczywiście to samo z bananem na twarzy) a Pani Babcia uśmiechnęła się do mnie. Zaznaczę, że nigdy wcześniej ich nie widziałam.
      Zapewne też się domyślicie, że takie sytuacje nie będą się zdarzać w tłocznych miejscach, miastach, bo nikomu nie chce się bez przerwy powtarzać 'cześć', więc lepiej iść w ciszy.
      Jacy są szwedzi (uczniowie) w szkole? Gdybym miała ogólnie stwierdzić, to powiedziałabym, że niezbyt różnią się od polaków. Jednak według moich obserwacji wynika, że unikają konflików z rówieśnikami jak i nauczycielami. W większości przypadków między nami-uczniami a jednostką nauczającą panuje związek kumpel-kumpel, jednak nie przekracza się przyzwoitej granicy szacunku. Dzięki temu stałam się odważniejsza w rozmowie z dorosłymi. Ciekawostka: do wszystkich mówisz na 'ty' i po imieniu. 
       Dorośli przywiązują wagę do tego jak się czujesz w szkole i pójdą ci na rękę (a raczej cię nie zmuszą), jeśli coś ci nie pasuje. Możesz zaproponować własne rozwiązanie sytuacji, a nauczyciel to rozważy (bo musi też to odpowiadać kryteriom, które są narzucane przez organ edukacji) i zatwierdzi bądź postara się wymyślić coś innego. Miałam wielkie problemy z rozmową po angielsku w pierwszej klasie. Pewnego dnia dobrano nas w grupy i zadaniem było otworzenie dyskusji na temat globalizacji (my decydowaliśmy o czym mieliśmy rozmawiać). Na następnej lekcji mieliśmy wszystko nagrać - taki podcast. Totalnie nie chciałam tego robić, więc powiedziałam nauczycielce, by wstawiła mi jedynkę. Nie chciała tego robić, więc próbowała mnie przekonać, że może uda nam się rozwiązać ten problem - na przykład rozmawiałabym tylko z moim teraz już ex chłopakiem. Byłam jednak uparta i bałam się mówić po angielsku, więc stanęło na tym, że dostałam tę jedynkę. Na informatyce zaś miałam dołączyć do jakiejś grupy i konfigurować z nimi router, powiedziałam jednak, że nie chcę (wiem jak by się dla mnie skończyła ta 'praca w grupie'). Nauczyciel zrozumiał i mnie nie zmusił. 
       Kiedy odwiedzałam psychologa, to pytał czy czasem ktoś mi nie dokucza/znęca się, więc można założyć, że takie sytuacje się zdarzają. Ja jednak niczego takiego nie spostrzegłam i ta przemoc nie została zastosowana wobec mnie. Opowiedziałam mu również o moim kompleksie pracy w grupach, bo na samym początku sami mieliśmy się dobierać, co kończyło się tym, że nauczyciel musiał mnie gdzieś przydzielić. Zawsze się wtedy czułam jak piąte koło i że tylko zawadzam. Psycholog porozmawiał z nimi na jednej z konferencji i od tamtej pory starają się układać dla mnie taką grupę, bym mogła się udzielać (z jakimiś miłymi osobami).
      Jeśli śledzicie mojego bloga jakiś czas, to wiecie, że nie zaaklimatyzowałam się tutaj. Nie mam przyjaciół. Jednak jeśli tego się obawiacie, a planujecie przeprowadzić się do Szwecji, to muszę wam powiedzieć, że wcale nie musicie skończyć tak jak ja. Ciężko znajduję znajomych i jest już to w mojej naturze, ale to nie tak, że odsuwają się ode mnie w klasie, albo omijają łukiem. Przyjaźnie reagują jeśli już się o coś zapytam i gdyby nie ta moja cholerna osobowość to znalazłabym znajomych. Mnóstwo imigrantów żyje w dobrych kontaktach ze szwedami, więc ja jestem jedną z 'wyjątków od reguły' że tak powiem.
      Post wyszedł dłuższy niż planowałam, więc raczej tutaj już zakończę. Powtórzę jeszcze raz: to moja opinia wynikająca ze spostrzeżeń oraz przeżyć. Nie mogę nic więcej powiedzieć o nich, bo nie znam zbyt dobrze żadnego szweda. Miej to na uwadze komentując i nie wahaj się zadać pytań jeśli jakieś masz. :)


mój fanpage | mój instagram | mój DDOB | mój snap: escbox


Może ci się spodobać:

8 COMMENTS

  1. Such a long pos. Whoa. But you have good writing skills and awesome photos. So all in all it was a nice post. I'll give it a 8 out of 10! ^_^

    OdpowiedzUsuń
  2. Z Twojej perspektywy Szwecja wydaje się być bardzo przyjazna dla otoczenia. Wydaje mi się, że tutaj, w Polsce trudno jest się spotkać osobą, która bezinteresownie pomoże lub uśmiechnie się na ulicy czy powie to głupie "cześć" nie znając cię. Naturalnie zawsze są wyjątki od reguły. Niedawno zmieniłam szkołę i również trudno jest mi się tutaj zaaklimatyzować. Wiem, że to moja wina, bo tworzę wokół siebie jakąś cholerną barierę, przez którą trudno jest mi komukolwiek zaufać. Zawsze jest jakieś "ale". Nauczyciele to pewnego rodzaju anioły dla uczniów tak u Ciebie! W mojej szkole nigdy się nie zdarzyło aby szedł mi ktoś "na rękę". Ludzie czasem są nieludzcy, tyle w temacie. Super, że zdecydowałaś się napisać ten post, fajnie jest się dowiedzieć czegoś nowego.
    Pozdrawiam ciepło (:

    OdpowiedzUsuń
  3. Brakuje mi w Polsce tego pozytywnego nastawienia do nieznajomego człowieka. Neutralne mi nie przeszkadza, jednak w moim mieście (bardziej niż w innych, serio) mam wrażenie, że ludzie przypadkowo mijani na ulicy są wręcz wrogo nastawieni do mnie i wszystkich innych przechodniów, którzy mieli czelność ich minąć. Może to wina szarego Śląska.

    stelciak.blogspot.com <-- klik

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm można wywnioskować że Szwecja jak i Szwedzi jest całkiem przyjemna.
    Szkoda tylko, że ze względu na swją naturę z nikim się nie zaprzyjaźniłaś.
    Myślę,że mogłabym mieć podobny problem.
    Śliczne zdjęcia jak zawsze. Jestem fanką Twoich włosów.Obserwuję od dawna.

    mój blog

    OdpowiedzUsuń
  5. fajnie ze pokazałaś ułamek szwedzkiego zycia :D Fajniutkie zdjecia ! <3
    stay-possitive.blogspot.com
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy ja idę przez swoje miasto i uśmiechnę się do kogoś to patrzą się na mnie jak na wariatkę, a szkoda. Jak widać, muszę się przeprowadzić do Szwecji :D

    http://meengie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Byłam w Szwecji na miesiąc, rzeczywiście niektorzy ludzie, zwlaszcza starsi są bardzo mili, windzie czy na klatce schodowej, gdy się kogoś spotyka, kazdy do siebie się uśmiecha z tekstem "Hey, hey" - bardzo to mi się podobalo :)

    świetne portaski- też uwielbiam takie podarciuchy <3

    21,99$, 24,55$, 12,84$, 11,99$, 16,90$
    Kochana mogłabym Cię również prosić o szczere kliknięcie sukienki oraz baner Sheinside? :)
    Z góry wielkie dzięki :)
    Pozdrawiam :)Daria



    OdpowiedzUsuń
  8. Mega zazdroszczę mieszkania w skandynawi *.*

    http://franiawilliams.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

~~~~~~~~~~~~~~~UWAGA
Moje posty wymagają więcej niż samego przeczytania.
Nie wiesz co napisać, nie piszesz. Nie wiesz o czym jest post, nie zgadujesz.
NIE CZYTASZ, NIE KOMENTUJESZ.