F

Breakdown

Gdy po raz kolejny upadam, zastanawiam się; czemu ja? Czemu nie mogę funkcjonować jak cała reszta i cieszyć się życiem? Czemu po raz kolejny potykam się o WŁASNE NOGI? Dokładnie tak- winię siebie o stan, w jakim się znajduję i choć nie mam zbyt wielkiej władzy nad tym, co się dzieje i co czuję, to mimo wszystko przekonuję siebie, że jest to moja wina. Uczucie jednostajności mam od lat, choć na zewnątrz dużo się zmienia, to mój umysł pozostaje taki sam. Jednak gdzieś głęboko wiem, że mogę wyrwać się z tego załamania, bo mam silną wolę. Jednak w tym samym miejscu tkwią wszystkie korzenie ścian, które uniemożliwiają mi jakikolwiek postęp. Są zakorzenione tak cholernie głęboko, że stały się częścią mnie... i w sumie przeze mnie zostały stworzone.

I może to tylko spekulacje, ale wydaje mi się, że to przez brak postępu tak łatwo się łamię i tak szybko popadam w rozpacz. Nie jest to jednak rezultatem, a wskazówką. Każdy break down, którego doświadczyłam, dźgał mnie kijem, że już czas wziąć sobie do serca lekcję. Źle jednak do tego podchodziłam, bo swoją sytuację uważałam za karę. Teraz wiem, że jest to czas, kiedy powinnam zastanowić się nad tym, co mogę zmienić, ulepszyć lub dodać do swojego życia. Być może przebicie się przez rutynę, którą uważałam za konieczną, jest jedną z rzeczy, które powinny znaleźć się na mojej liście.

I ciekawa jestem jak daleko zajdę z tą nową perspektywą.

Może ci się spodobać:

0 COMMENTS